Zmieniliśmy dietę. Pyszne desery miały być przeszłością.
Od 6 lat w naszym domu ograniczamy cukier i węglowodany. Tworzymy ciasta i torty bez dodatku cukru i bez mąki pszennej – bo to, czego szukaliśmy, nie istniało. Oto nasza historia.
Cukier w codziennym jedzeniu
Zawsze kochałam przygotowywać desery, ale chciałam karmić rodzinę tym, co zdrowe. Kiedy bierze się odpowiedzialność za bliskich, zaczyna się zwracać uwagę na każdy składnik. To, co ląduje na talerzu, przekłada się na zdrowie, energię i codzienne funkcjonowanie domowników.
Im więcej czytaliśmy o tym, co jemy, tym uważniej oglądaliśmy każdy produkt, który trafiał do koszyka i garnka.

Zmiana diety




Zainspirowani historią przyjaciela zaczęliśmy czytać o diecie z ograniczeniem węglowodanów. Im więcej czytaliśmy, tym trudniej było wrócić do wcześniejszych nawyków.
Mój mąż zmienił dietę latem 2020, a ja na początku 2021. Mieliśmy wtedy dwoje dzieci: dwulatkę i noworodka. Z czasem cała rodzina zaczęła jeść podobnie – mniej cukru, więcej prostych składników.
Zmiana diety bardzo nam posłużyła. Każdy z nas je inaczej, więc nie traktujemy naszej historii jako wskazówki dla innych – to po prostu nasza droga.
Dziś mamy czworo dzieci i sześć lat gotowania i pieczenia bez dodatku cukru za sobą.
Jak zmiana diety całej rodziny stworzyła nie-cukiernię
Ale do brzegu: skąd się wzięła cukiernia? Gdy zapadła decyzja o zmianie diety, godziłam się z myślą, że już nigdy nie zjem pysznego deseru. No bo przecież deser = cukier. Gorzka kawa. I nic do kawy.
Zaczęłam sprawdzać alternatywy i szybko okazało się, że rynek to duże rozczarowanie. Ciasta bez dodatku cukru dalej były na mące pszennej, część fit słodyczy smakowała jak tektura na spodzie daktylowo-kokosowo-jaglanym, a ta inna miała w składzie maltitol, który wielu osobom nie służy na trawienie (dlaczego nie używamy maltitolu).
Czyli albo nie takie, jak chcieliśmy, albo niesmaczne. Na taki kompromis nie chciałam iść, więc zaczęłam testować własne receptury. Drzwi do świata słodyczy wcale się nie zamknęły. One wręcz uchyliły się szerzej i zaprosiły do świata nie-cukiernictwa.






“Godziłam się z myślą, że pyszne desery to przeszłość. Na szczęście bardzo się myliłam.”
Jak to się zaczęło
Pomysł, żeby zacząć robić desery dla szerszej publiczności, długo kiełkował w mojej głowie. Ale decyzja zapadła, kiedy organizowałam przyjęcie komunijne naszej córki. Wszystkie desery przygotowałam sama, bezowy tort także. Wszystko wyszło tak wspaniale, a goście byli zachwyceni. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że warto.
Potem trochę rzuciłam się na głęboką wodę, bo zdecydowałam się na przygotowanie słodkiego stołu bez dodatku cukru na wydarzenie dla prawie 200 osób. Tam również zebrałam pochlebne opinie. I tak to się zaczęło. A teraz się to wszystko robi?
Co robimy inaczej
Tradycyjne cukiernictwo ma ułatwione zadanie: cukier jest rusztowaniem dla biszkoptów, kremów i bez. Świetnie się karmelizuje i każdy zna jego smak.
Uzyskanie podobnych efektów bez dodatku cukru to prawdziwe wyzwanie. Lata testów pozwoliły mi dopracować proporcje słodzików, stabilność kremów i wykończenie tortów. Wiem, co zrobić, żeby erytrytol nie chrzęścił w zębach i nie zostawiał chłodnego posmaku.
Nasze desery wyglądają i smakują jak tradycyjne, ale nie dodajemy do nich cukru ani mąki pszennej. Zawierają naturalnie występujące cukry (głównie laktozę z nabiału) i substancje słodzące. Pełny skład i wartości odżywcze podajemy przy każdym z nich.
Zapraszam Cię do słodkiego świata bez dodatku cukru, który zbudowałam najpierw dla mojej rodziny, a dziś chcę dzielić się nim z innymi.

Rozgość się. Tutaj deser smakuje całemu stołowi.

Zapraszam Cię do słodkiego świata bez dodatku cukru.
6 lat praktyki, 4 dzieci, setki testów receptur.
Paulina Mikołajczewska
Założycielka Mus Malina
Życie Mus Malina
Zobacz, co dzieje się za kulisami.










